randka i inne opowiadania

Edward

Guziakiewicz

Edward Guziakiewicz
RANDKA i inne opowiadania
p2

  Zebrane w tym tomiku niewielkie opowiadania ukazywały się na łamach miesięczników katolickich [«Wzrastanie», «Być Sobą» i «Królowa Apostołów»]. Jedno z nich zamieściło wydawane w Paryżu polonijne czasopismo «Nasza Rodzina». Bohaterami tych miniatur są nastolatki.   

  To, co w tych opowiadaniach znajdziecie, można nazwać swoistym fotograficznym zapisem młodej świadomości, szczerej, świeżej i dalekiej od zepsucia, cechującego świat dorosłych. Przywoływane tu literackie migawki ukazują nastolatków w różnych, newralgicznych momentach ich życia, najczęściej w obliczu ważnych, a jednocześnie głęboko ukrytych wyborów egzystencjalnych.

1
Opowiadania
»»»»» Randka

Na pociągłej twarzy Niny rysowały się oznaki niezadowolenia, bo nie pojawił się chłopak, z którym umówiła się do kina. Tacy nie mieli prawa się spóźniać, więc burza wisiała w powietrzu. Był miły, starał się nie deptać innym po odciskach i zabiegał o korzystny wizerunek w budzie. I co z tego? Punktualność nie okazała się jego cnotą, mimo że na pierwszy rzut oka stwarzał wrażenie pozbieranego. Z rozgoryczeniem pojęła, że dała się nabrać na grę pozorów. »»»»


Edward Guziakiewicz, Randka i inne opowiadania

R
W ocenie
Haliny Mastalskiej [Szczawnica]

Eddie!



Stokrotne dzięki za «Randkę...» Przeczytałam. Jestem pod wrażeniem. Podoba mi się. Co mi się podoba? Na przykład to, że jesteś oryginalny. Takich tekstów jeszcze nie czytałam. Tego, co piszesz, nie można tak od razu, z rozpędu nazwać literaturą religijną, aczkolwiek tematyka religijna jest w Twoich opowiadaniach obecna. Jednak tylko ją sygnalizujesz, robisz dyskretną wzmiankę. Nie ma w tych tekstach żadnej nachalności, mądrzenia się, moralizatorstwa. Bardzo mi to odpowiada. Twój narrator to ktoś skromny, pokorny, nienaruszający wolności bohaterów. Oni sami dokonują ważnych życiowych wyborów. Nawet nie wiadomo, jakie będą następstwa ich decyzji i czy w ogóle będą. To jest ta właśnie oryginalność.


Dalej: bardzo podoba mi się zwięzłość Twoich tekstów, właśnie to, że to miniatury. Nie rozwadniasz fabuły, pokazujesz w zasadzie tylko moment, chwilę, ale ważką chwilę, skupiasz się na tym, co najbardziej interesujące. Ja wychwytuję tu jeszcze swego rodzaju przetworzenie zasady «carpe diem». Przyciąga mnie w Twoich opowiadaniach to dowartościowanie chwili. Zazwyczaj nie dłużej niż przez chwilę obcujemy z bohaterami Twoich tekstów.


Świetnie wychodzą Ci opisy. Znakomicie poruszasz się w obrębie: perspektywa i detal — z uwypukleniem tego drugiego. Opisy przyrody są urzekające, sporo w nich poetyckiego obrazowania. Bohaterów kreujesz tak, że od razu stają się bliscy, jakby byli dobrze i długo znanymi znajomymi. Wzbudzasz do nich sympatię, nie sposób nie utożsamiać się z ich problemami, rozterkami, dylematami.


Szczególnie miło czytało mi się te opowiadania, dzięki którym mogłam przechadzać się we wspomnieniach znanymi mi trasami. Powędrowałam za Tobą dobrze kiedyś znaną trasą z Krakowskiego Przedmieścia na Chopina, usiadłam w czytelni biblioteki uniwersyteckiej i czekałam, aż wyświetli się mój numerek. Szczawnicy wspominać nie musiałam, ani Krościenka, ani Homoli — dzięki, że je rozsławiasz.



W
Wydanie
drukowane

¤ Edward Guziakiewicz, RANDKA i inne opowiadania, Sandomierz 2006, ss. 62

1. Edward Guziakiewicz, Wakacje w Izraelu

powieść dla młodzieży

2. Edward Guziakiewicz, Szukanie Boga

dramat w slangu

3. Savoir-vivre nastolatka

w pytaniach i odpowiedziach


ZOBACZ
kolejne opowiadania
1

Randka

Na pociągłej twarzy Niny rysowały się oznaki niezadowolenia, bo nie pojawił się chłopak, z którym umówiła się do kina. Tacy nie mieli prawa się spóźniać, więc burza wisiała w powietrzu. Był miły, starał się nie deptać innym po odciskach i zabiegał o korzystny wizerunek w budzie. I co z tego? »»»»
2

Cynthia

Stali obok siebie, przyglądając się w milczeniu wiszącej w holu tablicy ogłoszeń; on — wysoki i szczupły, z czupryną starganą deszczem i wiatrem, przywołującą na myśl zapomniane ptasie gniazdo, rzadko sięgał po grzebień i Cynthia czasem żartowała, że przydałoby mu się raczej zgrzebło... »»»»
3

Sesja poprawkowa

Lekkie podmuchy wiatru poruszały kartkami skryptu. Od przeszło godziny wyciągnięty jak długi leżał na gęstej trawie w parku saskim, skryty przed oczami przechodniów. Osłaniały go porastające ten zakątek krzewy akacji i jesionu. »»»»
4

Cud przemiany

Nie należała do dziewczyn, które calutki tydzień biegały do kościoła, a wszystkich wikarych w parafii znały z imienia i nazwiska. Lekcje religii ją potwornie nudziły i kryjąc się sennie za plecami kolegów poziewywała, jak wybawienia wyczekując dzwonka. »»»»
5

Recepta na sukces

Z podwiniętymi nogami siedziała na perskim dywanie i medytowała nad tym, co ją natchnęło przy ostatniej pełni. Zakiełkowało jej w głowie, żeby chodzić z Sebastianem. Właściwie wpadła na ten pomysł już wcześniej, jednak dopiero tej niepokojącej nocy... »»»»
6

W górach

Wysoko na niebie znaczyły się pierzaste cirrusy. Rozleniwiony Paweł leżał wyciągnięty na trawie. Obok spoczywał oparty o pień brzózki solidny czerwony plecak ze stelażem z rurek. Chłopak puścił wodze fantazji. »»»»
7

Do siego roku!

Miała na sobie sukienkę z delikatnego kaszmiru w kwiaty, uszytą jakby specjalnie na tę wyjątkową okazję. Materiał na nią nabyły z mamą w listopadzie, odwiedzając sklepy i rozglądając się za czymś odpowiednim na święta. Tańczyła, poddając się nastrojowi. »»»»
8

Linia obrony

Po czystym błękitnym niebie płynęły białe zwiewne obłoki. Było upalnie. Żar lał się z góry, a rozgrzane wibrujące powietrze ostrzegało przed pochopnym wystawianiem na słońce odkrytej łepetyny. Marcinowi nie chciało się nigdzie ruszać. »»»»
9

Kulig

Zapowiadała się wystrzałowa zabawa, na którą od dawna liczyli. Szczerze mówiąc, już od pierwszych dni grudnia. Kulig? Czemu nie? Rzucony na lekcji wychowawczej pomysł uznali za przebojowy i jak jeden mąż momentalnie się pod nim podpisali. »»»»
10

Sonata księżycowa

Po zmierzchu nieoczekiwanie chwycił mróz, a kałuże pokryły się cienką warstwą lodu, który trzeszczał i pękał pod stopami. Na ciemnym niebie widniał blady księżyc, uśmiechający się do ostatnich zziębniętych przechodniów. Krzysztof odprowadzał Sabinę do domu. »»»»